Sporo w tym tekście będzie nawiązań, tak jak i tam – na miejscu w Kazachstanie – głowę pełną miałem porównań do Kirgistanu. Nie dalej jak trzy tygodnie wcześniej wróciłem spod południowych stoków kirgiskiego Tien-Szanu, gdzie dni beztrosko mijały nam na łażeniu gdzie się da, pogaduchach i spijaniu kumysu. Pamiętam jak wracaliśmy z Karakolu do Biszkeku. Po pozostawieniu za plecami brzegów Issyk-Kula marszrutka odbiła pod samą kirgisko-kazachską granicę. Trakt ciągnął się przez dłuższą chwilę wzdłuż zasieków granicznych, minęliśmy w odległości nie większej niż 50 metrów małe przejście. Widząc trzepoczące na wietrze błękitne flagi Kazachstanu nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że – cholera – wylosujemy ich! Urlop w Kirgistanie planowaliśmy wiele miesięcy wcześniej, gdy awans Kolejorza do europejskich pucharów wydawał się mrzonką naiwniaków.

O ja małej wiary! Lechici do pucharów psim swędem weszli, przyszło losowanie – grubo ponad pięćdziesięciu potencjalnych przeciwników i gdzie nam się trafiło? Długo nie mogłem uwierzyć patrząc na sms od znajomego – Kazachstan, Żetysu Tałdykorgan…

To się nie dzieje!

Kazachstan

Kazachstan – kraj potężny. Piąta powierzchnia świata, tysiące kilometrów. Gdzie leży Tałdykorgan? No jakże by inaczej, samiutki wschód, kilkadziesiąt kilometrów od Chin. Liga Europy, świetny żart! Pamiętam jak patrzyłem na mapę zdruzgotany – Ałmaty, jakieś 100 kilometrów na północ od miejsca, gdzie zdobywaliśmy kilka tygodni wcześniej jezioro Ala Kul. Oczywiście nie ma lekko, zaraz człowiekowi się wkręca, wyjazd rzecz święta. Ktoś znajomy jedzie? No pewnie jedzie. Finansowo ogarnąć się uda? Jakoś się uda. Losowanie? Pierwszy mecz u siebie, jest szansa zdążyć z wizami. Szybkie przejrzenie Internetu – ciekawy rejon, pustynie, stepy, kaniony. No i góry, patrzyłem na nie z południowej strony – będzie szansa zbadać od północnej. Czyli co, jadę? Pal licho wszystko – wiadomo, że jadę!

Kazachstan

Organizujemy się szybko i już wiemy, że w czwórkę ruszamy swoimi ścieżkami. Wyjazd z klubem jest wygodny, ale chcemy z tego dalekiego wypadu wyciągnąć maksa i zobaczyć przez te chociaż trzy dni na miejscu jak najwięcej, cokolwiek się uda. Spokojnie, póki co jednak wszystko się wali. Dzwonię do ambasady i dostaję strzał bezpośrednio między oczy – nie ma żadnych szans na wizy przed terminem naszego wylotu. O przebukowaniu biletów nie ma mowy. Kompletny pas. Mijają dni, ruszamy niebo i ziemię.

Jest szansa na wizy w poniedziałek.
My mamy wylot w poniedziałek.

Całe życie na zakazie…

Po raz pierwszy pakuję się na wypad w dalekie strony ze świadomością, że jutro wrócę, rozpakuję się a potem zadzwonię do roboty z prośbą o anulowanie urlopu. Z samego rana ładujemy się do pociągu, żeby punkt 9 zjawić się przed ambasadą i truć ile się da. Czekamy. Na swoją kolej, na telefony ze stron wszelakich i choćby tę skromną dawkę nadziei, że się uda. Jest w końcu długo oczekiwany cynk – wizy będziecie mieć…

Równo trzy godziny przed odlotem nowa, jeszcze pachnąca atramentem kazachska wiza zostaje wbita do mojego paszportu. Kilka razy otwieram z niedowierzaniem. Jest, naprawdę jest – JEDZIEMY!!! Mafia z UEFY w głębokim poważaniu ma tych, z których żyje. Jedźcie sobie do Chin na mecz Ligi Europy i wyróbcie sobie wizę w absurdalnie krótkim terminie – zresztą mamy gdzieś, czy ten mecz w ogóle obejrzycie. Na pohybel, nam się udało. Niezawodna kibicowska solidarność. Lech Poznań zawsze daje radę, zero kalkulowania :)

****

Pages: 1 2 3 4 5 6